lis 05

Coraz częściej spotykam się z przypadkami, w których gdy dowiaduję się jak na imię własnemu dziecku dali jego rodzice zbiera mi się na śmiech. A to najbardziej bajtowa reakcja. Czasami bywa również, że chce mi się płakać, jestem zrezygnowany, zażenowany, po prostu nie mogę tego przyswoić. O gustach się podobno nie dyskutuje, to co może nie obrzydzać mnie, inni mają prawo uważać za ideał – i na odwrót. Rzecz jednak w tym, iż uważam, że co poniektóre imiona tak dogłębnie wbite są w naszych umysłach, tak jednoznacznie się nam z czymś lub kimś jawią, że wielkim ryzykiem jest chrzczenie w ten sposób swoich pociech, które dodatkowo noszą nasze nazwisko. Spotkałem się np. z chłopcem o imieniu Adolf, i na pewno nie był Niemcem. W swym życiu miałem możliwość ścisnąć rękę Albinowi, który wcale nie posiadał bladej skóry oraz Alfonsowi, który notabene zarabiał na życie pracując w gazecie – i nie była to podpucha. W życiu politycznym Polski często pokazują się również mężczyźni o bajecznie brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita oraz nowy prezydent Komorowski – czy wam też coś tu nie gra? Jeżeli rozchodzi się o kobiety, moja przyjaciółka nazywa się Genowefa i nawet nie pytajcie czy ma na nazwisko Pigwa. Jest też Sonia, która kojarzy mi się z malutkim, bezbronnym gryzoniem, którego umieszcza się w terrarium, no i Żaklina, której imię ledwo co przechodzi mi przez gardło. Uważam, że im dłużej i mocniej rodzice dumają nad imionami dla swych maluchów, tym gorsze są tego rezultaty.

Leave a Reply