lis 02

Nie samymi europejskimi pucharami człowiek żyje – powiedział kilka dni temu na jednej z konferencji prasowej szkoleniowiec Lecha Jacek Zieliński i zaznaczył, iż jego piłkarze równie mocno i rzetelnie jak do rozgrywek w Lidze Europejskiej przygotują się także do meczów polskiej ekstraklasy. Patrząc na to, jakie ostatnio Kolejorz wykręca na polskim podwórku rezultaty, te słowa brzmią prawie tak prawdziwie, jak Jola Rutowicz przytaczająca Goethego.

Skoro Liga Europejska, czyli tak naprawdę druga liga Starego Kontynentu tak bardzo fizycznie daje się we znaki mistrzom naszego kraju, aż strach pomyśleć co by się działo, gdyby Lech awansował do Ligi Mistrzów. Poziom w niej przecież znacznie wyższy, a i presja większa. To, jak tragicznie spisuje się w obecnych rozgrywkach polskiej ligi Lech jest przynajmniej zastanawiające. Przecież zmiany w klubie przy Bułgarskiej były solidne, o czym świadczą chociażby bardzo dobre spotkania Lechitów w pucharach. Czemu prezentuje się więc tak słabo przeciwko klubom, które powinien konsumować w całości? Tegoroczną formę zawodników Zielińskiego można z pewnością przyrównać do tego, jak w Tauron Basket Lidze (ekstraklasie koszykarzy) grają mistrzowie kraju z Gdyni, którzy przegrali chociażby na inaugurację w Zielonej Górze z tamtejszym Zastalem, który jest przecież żółtodziobem i dysponuje jakieś 50 razy mniejszym budżetem od Asseco Prokomu.

Całe szczęście chociaż, iż w Poznaniu na europejskich salonach coraz śmielej prezentują się polscy piłkarze. Marcin Kikut, Grzegorz Wojtkowiak, Sławomir Peszko czy Jakub Wilk pojawiają się na boisku systematycznie, nierzadko stanowią nawet o sile napędowej Kolejorza. Jeżeli Lech dalej będzie odnosił tak zaskakujące rezultaty jak remis w Turynie z Juventusem, być może do Mistrzostw Europy następny po Robercie Lewandowskim młody, polski piłkarz Lecha podpisze kontrakt zagranicą, gdzie z pewnością stałby się bardziej wszechstronnym piłkarzem, co z kolei dobrze zrobiłoby polskiej kadrze.

Leave a Reply